Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2015

Miodowo mi.


Wiosna, wiosna - ach to Ty! :) 

Niedawno R. przypomniał mi o istnieniu fantastycznej rzeczy - Miodu/Syropu z mniszka lekarskiego.  Miałam kiedyś takowy w domu i mi smakował. Dodał do tego, że znajoma właśnie ostatnio zrobiła, więc i mi wpadła do głowy myśl - czemu by samej nie zrobić? :) Od pomysłu do realizacji minęły bodajże z dwa dni :) A poniżej co z tego wyszło!

Wpierw trochę teorii - z internetu oczywiście :) Czemu Syrop z mniszka lekarskiego jest taki fajny?

- "ma m.in. działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, dlatego najczęściej jest stosowany w leczeniu bólu gardła i kaszlu. Jednak ze względu na zawartość wielu cennych witamin i minerałów może być stosowany także w celu leczenia dolegliwości żołądkowych czy infekcji skórnych"

- "miód z mniszka lekarskiego, poza właściwościami przeciwzapalnymi i przeciwwirusowymi, ma także właściwości przeciwmiażdżycowe, żółciopędne i odtruwające"

Trochę teorii - a teraz praktyka. Wg zaleceń:

"Kwiaty mniszka lekarskiego najlepiej zbierać w maju, ponieważ wtedy są najbardziej dojrzałe i nie mają charakterystycznego posmaku goryczy. Należy zbierać je w słoneczny dzień, koniecznie przed południem, kiedy kwiat jest najbardziej otwarty. Zebrane o tej porze dnia płatki mają najwięcej smaku i aromatu."

Kwiatki zbierałam niedawno - czyli w kwietniu, po południu - w słoneczny dzień, niedaleko miejsca zamieszkania, ale nie przy drodze :) - I tylko te otwarte. Nie wiem do końca ile tych kwiatów zebrałam. Tak na oko wszystko mi wyszło. 

Ponadto: 

- "Przed przygotowaniem syropu kwiaty mlecza należy rozłożyć na białym papierze - dzięki temu łatwiej będzie nam zobaczyć i usunąć wszystkie owady."

- ja wrzuciłam do miski z wodą - żyjątka wychodziły na brzeg :)


A co dalej? 


Składniki: 

  • kwiatów mlecza wyszło mi tak jak na zdjęciach - w garnku dosięgnęły mniej więcej znacznika 1 litra
  • 1,5 cytryny,
  • 1,5 litra wody (przykryła wszystkie kwiaty),
  • 1 kg cukru - dałam 4 szklanki - czyli coś około kg.
Przygotowanie:

  1. Kwiaty mlecza hop do garnka.
  2. Zalać zimną wodą.
  3. Gotujemy na małym ogniu ok 15 min.
  4. Przykrywamy i odstawiamy na 24h.
  5. Odcedzamy wszystko i odciskamy maksymalnie kwiatki.
  6. Dodajemy sok z cytryn i cukier i gotujemy - ja gotowałam 2h, ale można dłużej, jeśli chcemy by wyszło gęstsze - mi wyszedł bardziej syrop niż miód. 
  7. Przelewamy do słoiczków gorące (słoiczki wyparzone) i odstawiamy do góry dnem aż nie ostygną.
  8. Gdy ostygną sprawdzamy czy zakrętka nie robi "klik" ;) - jeśli nie, to znaczy, że zamknięcie trzyma :) 
  9. GOTOWE! :)  


SMACZNEGO! :)

sobota, 9 listopada 2013

Pasztetożercy. Odcinek czwarty.

Uwielbiam szpinak i jak już we wcześniejszym poście pokazałam potrafię użyć go w każdym daniu. Tym razem też będzie o szpinaku. Ale nie będzie on odosobniony, bo w parze z łososiem. W formie pasztetu.

I historia się powtarza. Pewnego pięknego dnia siedziałam sobie i myślałam, że chętnie zjadłabym właśnie taki pasztet. Znowu do pomocy przyszedł Google. Wyszukałam, przejrzałam przepisy i wybrałam ten, na którym będę się wzorować [PRZEPIS]. Ale jak to ja - przerobiłam go pod siebie. A poniżej cóż z tego wyszło :)

Pasztet szpinakowo-łososiowy.




Składniki: 

300 g świeżego łososia norweskiego
400 g świeżego szpinaku
2 duże jajka
100 ml śmietanki 18%
orzechy włoskie
czosnek
łyżeczka soku z cytryny
0,5  łyżeczki mielonej kozieradki
0,5 łyżeczki mielonej słodkiej papryki
0,5 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
świeży tymianek
siemię lniane
oliwa
pieprz, sól


Przygotowanie:


Część łososia (według przepisu znalezionego jest to 100-130g, ale ja jak zwykle zrobiłam to na oko ;)) pokroić w kostkę, a resztę przepuścić przez maszynkę do mięsa - razem z czosnkiem - też niech się przemieli. Do przemielonego łososia (korzystałam z wielkiej, całej ryby, więc ciężko w sumie mi powiedzieć ile tego łososia udało mi się od ości oderwać;)) dorzucamy jajka*, sok z cytryny, sól, pieprz, paprykę i gałkę muszkatołową. Do tego dodajemy rozmrożony, przecedzony szpinak (wyciskamy szpinak z wody na ile się da! by był jak najbardziej suchy).

[* Co do jajek - można zrobić taki myk, że dodajemy najpierw żółtka, a białka miksujemy na sztywno i dodajemy je na samiutkim końcu. Przy niektórych pasztetach tak zrobiłam - były bardziej takie puszyste. Tutaj mi się nie chciało :P]

Następnie dodajemy śmietankę i wszystko ładnie pięknie razem mieszamy na miłą, jednolitą masę. Dopiero do tego dodajemy kawałki (niezmielone) łososia oraz posiekane orzechy włoskie (myślę, że można pokombinować też z innymi, ale ja bardzo lubię włoskie ;) - tak myślę, że suszona żurawinka też dałaby radę). Wszystko wymieszać.



Teraz próbujemy czy pasztet jest doprawiony - ja to robię od razu - w sensie na surowo, ale jeśli się boicie surowej ryby to wg przepisu z Google - "Na małej patelni rozgrzać odrobinę oliwy i podsmażyć na niej 1-2 łyżki pasztetu. Spróbować czy jest dobrze doprawiony (jeśli nie, będzie niesmaczny). Najlepiej ostudzić podsmażoną porcję i skosztować na zimno, gdyż wtedy sól jest mocniej wyczuwalna i można sprawdzić, czy masa na pewno wymaga dosolenia.". Ja tego nie robię - próbuję surowego pasztetu. 





Następnie pasztet przekładamy do podłużnej formy wysmarowanej oliwą i wysypanej siemieniem lnianym (można wysypać teżpłatkami owsianymi/orkiszowymi/żytnimi :)). Piec w piekarniku w 180°C przez godzinę :) 




Bon Appetit! 




C.D.N.

Podpowiedź odcinka trzeciego: Purpura będzie to czy czerwień?

niedziela, 20 października 2013

Pasztetożercy. Odcinek trzeci.


Dziś na tapetę pójdzie RYBA! Ale jaka ryba - zabawę z łososiem czas zacząć. Dziś podejście do pasztetu z łososia z majerankiem :)  I tak jak zawsze - wyszukany w Internecie wzorzec, który uległ przeróbkom. :) Łosoś zakupiony w całości w Tesco ;) - o tyle lepszy, że tańszy i wiadomo jakie mięso będziemy mieli w naszym tworze.







Składniki: 
450-500g świeżego łososia
2 jajka
1 średnia cebula
2 duże ząbki czosnku
bułka tarta (4 łyżki)
świeży majeranek
sól
pieprz
kozieradka
sezam, oliwa z oliwek/olej



Zabawę zaczynamy od przerobienia łososia na formę zdatną do przepuszczenia przez maszynkę do mięsa :) Kroimy w dzwony, zdejmujemy skórę, usuwamy ości i kawałki wrzucamy do maszynki. Mielimy razem z pokrojoną cebulą i czosnkiem. Dorzucamy bułkę tartą oraz żółtka. Dodajemy przyprawy - sól, pieprz, kozieradkę i posiekany świeży majeranek. Jeśli jesteście odważni i nie przeszkadza Wam smak surowej ryby to w tym momencie próbujemy czy dobrze doprawiona :) Jeśli jest inaczej - to musicie zawierzyć intuicji. Całości mieszamy. Białka ubijamy na sztywno i dodajemy do naszej masy pasztetowej. 



Foremkę keksową smarujemy oliwą/olejem (użyłam oleju winogronowego z rozmarynem :)) i wysypujemy sezamem. Pasztet w formie surowej przekładamy do foremki.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni i do takiego wkładamy foremkę. Pieczemy 60 minut. 












Smacznego! 






C.D.N.

Podpowiedź odcinka czwartego: Z Popeye'em na ryby?

piątek, 11 października 2013

(Nie)dobrana para?

Cóż to?
Lato się skończyło już niestety, ale na koniec do słoików popakowałam co się dało: od jabłek, przez gruszki, maliny, truskawki, po dynię czy banany. Wszystko w formie bardziej, bądź mniej dżemowej. Znalazł się w tym wszystkim też arbuz w postaci bardziej płynnej, czy chociażby kiwi jako mus. Co tylko udało mi się złapać, czy wymyślić, to lądowało w słoiku. I to było naprawdę wszystko :) Jeden z takich pomysłów zostanie tu opisany dokładniej - ten zdecydowanie polecam spróbować. Widać go na zdjęciu obok - cóż to może być?

arbuz | maliny | kiwi | śliwki
winogrona | dynia | banany | wiśnie 
jabłka | gruszki | truskawki | czerwona porzeczka

Dżem jabłkowo-ogórkowy z miętą.

Składniki: 
1 kg ogórków polnych 
1 kg jabłek
1 szklanka cukru trzcinowego
1 cytryna 
świeża mięta
żelfix






Przygotowanie:

Ogórki obieramy i kroimy. Jeśli mają dużo w sobie wody i gniazd nasiennych to można je wyciąć - ja tego nie zrobiłam. Wrzucamy do blendera, by wyszła ładna zmiksowana masa. Tę masę też można jeszcze odcisnąć, by usunąć nadmiar wody - ja jedynie wodę tę odlałam. Następnie obrałam jabłka, wydrążyłam i pokroiłam w małą kostkę. Jeśli nie chcemy mieć kawałków jabłek w dżemie to możemy jabłka zetrzeć/zmielić w blenderze. Ja lubię, gdy są kawałki owoców - tak też zostawiłam :) Do ogórków i jabłek dodałam sok z cytryny i żelfix (nie chciałabym tu robić reklamy, ale używam Żelfixu 3-1 Dr Oetkera - nie ma w składzie beznoesanu sodu). Gotujemy teraz to troszkę - aż się nie zawiąże - i wówczas dodajemy cukier i miętę - świeże poszatkowane, bądź nie listki. Wszystko gotujemy tak długo, aż nie otrzymamy pożądanej konsystencji. Gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoiczków, dobrze zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Tak zostawiamy do ostygnięcia.

SMACZNEGO! :)

niedziela, 29 września 2013

Popeye'owe szaleństwo.

O szpinaku.


Uwielbiam szpinak! W każdej postaci :) Dlatego też postanowiłam zaszaleć i wykorzystać go do wypieków. Dziś będzie pomysł zapożyczony z http://pinkcake.blox.pl/2012/03/Ciasto-szpinakowe-cudnie-zielone.html (jak zwykle lekko zmieniony - ale tym razem naprawdę lekko :)) - czyli CIASTO SZPINAKOWO-KOKOSOWE oraz moje własne autorskie CIASTECZKA SZPINAKOWE (na słodko i na słono) :) Myślę, że Popeye byłby zadowolony ;)


CIASTO SZPINAKOWO-KOKOSOWE


Składniki:

1 szklanka mąki orkiszowej
1 szklanka wiórków kokosowych
0,5 szklanki brązowego cukru
1 łyżeczka sody
1/3 szklanki oliwy
1,5 łyżeczki octu jabłkowego
1 szklanka rozdrobnionego mrożonego szpinaku
1/2 szklanki mleka koziego

Wykonanie:

Szpinak należy rozmrozić i odcedzić, by było jak najmniej wody. Wszystkie składniki wymieszać razem - nie jest to żmudne i skomplikowane zajęcie ;) Wystarczy garnek i łyżka. Płynny, zielony eliksir przelać do tortownicy - użyłam takiej podłużnej, chlebowej - jak na zdjęciu ;) [foremka została wpierw wysmarowana masłem i wysypana bułką tartą - niestety nie miałam akurat startej ciemnej bułki, ale taką polecam].  Piec około 40 minut w 180°C (pierwsze 10 minut z termoobiegiem, później bez) do suchego patyczka.

CIASTECZKA SZPINAKOWE

Słodkie
Składniki:
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
4,5 łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli
150g masła
1 duże jajko (albo samo żółtko - zależy czy chcemy bardziej czy mniej kruche ciasto - ja użyłam samego żółtka)
--------------------
świeży szpinak
dowolny dżem (ja użyłam dżemu truskawkowego własnej roboty)

Słone
Składniki:
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
3/4 łyżeczki soli
150g masła
1 duże jajko (j.w.)
--------------------
świeży szpinak
orzechy

Wykonanie:

Wszystkie składniki nad kreską mieszamy, ugniatamy (osobno oczywiście dla ciasta słodkiego, osobno dla słonego ;)) i zawijamy powstałą kulkę w folię. Kulki lądują na około 30 minut do lodówki. Następnie do każdej z nich dodajemy posiekany szpinak - świeży (zmielony najlepiej w blenderze). Dodawałam go 'na oko'. Gdy już wszystkie składniki są razem ładnie wymieszane, a kulki zrobią się zielone - formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczamy je, robimy dziurkę na środku i dekorujemy - słodkie dżemem, słone orzechami. Piec w temperaturze 180-200°C przez 20 minut.




SMACZNEGO!

sobota, 7 września 2013

Hop do słoika.

Koniec lata zbliża się wielkimi krokami. Idealny czas na pakowanie do słoików wszystkiego co się da. Co też czynię namiętnie :) Dziś będzie o pomidorach. Postanowiłam zrobić nie tylko tradycyjne przeciery, ale pokusiłam się także o zrobienie pomidorów suszonych :) A poniżej co mi z tego wyszło. 

Składniki: 
- pomidory!!!! :) - kupiłam na targowisku odmianę Lima
- oliwa
- ocet jabłkowy
- sól 
- cukier
- dodatki do słoika - czosnek, świeża bazylia, papryczka chili, suszone śliwki
- zioła i przyprawy – co kto lubi, ilość też dowolna – np. oregano, bazylia

Przygotowanie:

Suszone pomidory:


Pomidory pokroić w ćwiartki i wyciąć pestki z gniazdem nasiennym (wykorzystałam je do zrobienia przecieru, więc nic się nie zmarnowało :)) Wydrążone pomidory ułożyć dosyć ciasno na blasze do pieczenia wyłożonej pergaminem (skórką do blachy). Każdy kawałek pomidora przed włożeniem do piekarnika lekko posolić. Piekarnik nastawiamy na temperaturę ok. 90 st. C i włączamy termoobieg. W takich warunkach pomidorki suszyły się u mnie około 3 godzin. Suszymy tak długo, aż pomidory będą skurczone, ale nie wysuszone na wiór - są jeszcze czerwone, a nie czarne ;) (takie można także zjeść od razu :D - zamiast chipsów na imprezę idealne :P). Następnie wszystkie pomidory wrzucamy do dużej miski i dosypujemy wybrane przez nas zioła i przyprawy. Całość skrapiamy octem (około jedna łyżeczka na całą blachę) i wszystko mieszamy. Po czym pomidory jeden po drugim pakujemy do słoików, ale nie do pełna - trzeba zostawić miejsce na oliwę :) Ja do słoików następnie dodałam różne rzeczy - w jednym znalazł się czosnek, w innym świeża bazylia, do trzeciego włożyłam suszone śliwki, a w czwartym słoiku znalazła się papryczka chili. W rondlu podgrzewamy oliwę i zalewamy pomidory. Słoiki zakręcamy i odwracamy do góry dnem - ja zawsze słoiki wkładam do dużego garnka do góry nogami i przykrywam ręcznikiem - tak sobie stoją, aż nie wystygną. 

Przecier:

Pestki z gniazdem nasiennym wykorzystałam do zrobienia przecieru. Dorzuciłam do nich jeszcze dodatkowe pokrojone pomidory, by wyszło więcej :) Wszystko gotowałam przez 15 minut na większym ogniu, aż rozmiękło. Przemieliłam blenderem, dodałam sól (łyżka) i cukier (brązowy - 2 łyżki) (do przecieru dodać można także różnego typu przyprawy - bazylię np. - aczkolwiek tym razem zrobiłam przecier niczym nie doprawiony) i następnie na małym ogniu gotowałam przez czas jakiś jeszcze, by odparować i zagęścić swój twór :) Gorący przecier rozlać do wyparzonych słoików i dobrze zakręcić. Następnie pasteryzować słoiki w większym garnku z wodą, gotując zanurzone do 2/3 wysokości słoiki przez około 40 minut na umiarkowanym ogniu (tak - tyle czasu mi to zajęło, by słoiki szczelnie się zamknęły - pasteryzacja sprawia mi najwięcej problemów;)). Po tym słoiki odstawiłam również do góry dnem do wystygnięcia. 




SMACZNEGO! :)